brattvaag

brattvaag

KIM JEST RENIFEROWA?

Mieszkam na wyspie. Bywa, że woda leje się z nieba, deszcz pada poziomo, a wiatr chce urwać głowę. Ale gdy wyjdzie słońce, woda w fiordzie zaczyna mienić się kolorami, czas staje w miejscu. Tu w pełni czuję, że JESTEM. W Norwegii bywałam wcześniej jako turystka, od jesieni 2011 tu jest mój dom.

Na blogu piszę o godnych odwiedzenia zakątkach Norwegii - także tych mniej znanych. Blog to także skrawki naszego emigracyjnego życia. To zapiski przede wszystkim dla naszych dzieci. Ale nie tylko.

Zapraszam!

Reniferowa

wtorek, 12 marca 2013

(144) W Norwegii jak u siebie?

Planujesz wyjazd na stałe do Norwegii. Lepiej nie oczekuj zbyt wiele i nie nastawiaj się, że teraz oto zaczyna się twój norweski sen. Unikniesz rozczarowania. A jeśli ci się uda - tym większa będzie radość.

Możesz mieć satysfakcjonującą pracę. Możesz mieszkać w domu z żywą widokówką za oknem. Ale jeśli nie zdołasz poczuć się tutaj naprawdę u siebie, to zaczynają się schody - i to raczej schody w dół. Najwięcej zależy bowiem od umiejętności zaadaptowania się w nowych warunkach. Z przystosowaniem się dzieci bywa różnie. W przedszkolu mamy rodzeństwo ze wschodnioeuropejskiego kraju. Chłopcy czują się tu jak ryby w wodzie. Są lubiani, uczestniczą we wspólnych zabawach. Z każdym dniem komunikują się coraz lepiej. Niepotrzebny był nauczyciel wspierający. Udało się.
Ale nie zawsze jest tak wzorcowo. Kolega po szybkim ustawieniu się w Norwegii sprowadził żonę i dwoje dzieci. Początkowa euforia ustąpiła miejsca zniechęceniu i poczuciu porażki. Razem byli niecałe pół roku. I żonie, i maluchom nie udało się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Wierzę, że w przedszkolu, do którego chodzili chłopcy, robiono wszystko, aby pomóc im w tym trudnym dla nich czasie. Ale nie każdemu uda się pomóc. Maluchy z mamą wróciły do kraju, a kolega dołączy do nich, gdy upłynie czas wypowiedzenia umowy o pracę. Nie wszyscy decydują się w takiej sytuacji na powrót w ojczyste strony. Czasem bywa to bardziej skomplikowane. Koleżanka z egzotycznego kraju z pewnością nie wróci do ojczyzny. Żyje w szczęśliwym związku z Norwegiem i sprawia wrażenie osoby całkowicie zasymilowanej.
Kiedyś wyszeptała jednak: Piękny ten fiord, piękne te góry, ale to nie mój fiord i nie moje góry. Jej oczy powiedziały mi wtedy wszystko.

Nam się chyba udało. Bo jak patrzę za okno, to myślę:
Piękny ten nasz fiord i piękne te nasze góry.

Pytana przed wyjazdem, czy to na stałe, odpowiadałam: Taki jest plan.
Dziś mogę powiedzieć, że plan się nie zmienił.
A jak będzie, czas pokaże.




Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

5 komentarzy:

  1. no tak, ważna uwaga. Człowiek podejmując decyzję nigdy nie wie, czy odniesie sukces.
    Bardzo mądry i sławny człowiek, którego imienia i nazwiska nie pomnę powiedział, że lepiej coś zrobić i potem żałować, niż siedzieć bezczynnie i żałować, że się niczego nie zrobiło.

    Ja jestem z tych co akurat temu przesłaniu kibicują. Wiesz Reniferowa, choćby po to, żeby się okazało, że to co się zostawiło w imię lepszego bytu i życia, miało tak naprawdę wiele pozytywnych stron. Nic nie dzieje się bez przypadku i każde wydarzenie ma swój cel, tylko trzeba go odkryć w sobie. To taki mój światopogląd.
    Ha en god kveld.

    P.S. Czy to był M. Twain????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz norweski. Możesz już teraz przygotowywać dzieci do wyjazdu.
      Lykke til!

      Usuń
    2. Takk. To ciekawe, że w każdym mailu, który dostaję w odpowiedzi na moje jobbsøknader wszyscy wpisują Lykke til. To miłe, nawet jeśli odrzucą moją kandydaturę.

      Oj uwierz mi, że przygotowuję. Staram się opowiadać =Starszemu o Norwegii. Upodobał sobie szczególnie fjordy i wojsko norweskie (to już sam sobie wymyślił) Zdążył polubić Knerten'a i namiętnie śpiewa lillebror og storebror ;)

      pierwszy duży krok będzie jeśli znajdę pracę dla siebie. Ważna sprawa to mąż i jego miejsce w Norwegii...możliwe, że będzie się musiał przestawić na bycie hjemmeværende pappa. Już przez to przechodziliśmy, kiedy Młodszy pojawił się w naszej rodzinie.

      Usuń
  2. Z perspektywy trzech lat tutaj mogę powiedzieć, że im dłużej tym bardziej niezachwycająco. Nacjonalizm tak bezczelny, że włos dęba staje, a który człowiek zaczyna widzieć dopiero kiedy już opanuje język na tyle, by rozumieć cały zestaw niuansów, westchnięć i min temu towarzyszących.
    Mamy stałe prace, mamy własny dom, możemy sobie polecieć na wakacje, dokąd tylko chcemy, mamy przyjaciół, ale - nie dalej jak wczoraj na integracyjnym ognisku z moimi sąsiadami 4 letnia blondyneczka walnęła mi tekstem, że nie będzie ze mną rozmawiać, bo nie jestem Norweżką.
    I o ile dorosłego można za takie poglądy potraktować odpowiednią ripostą, o tyle dziecko nie.
    A niemiło, bardzo niemiło. Oni tacy po prostu są. Nie wszyscy ale większość. W oczy uśmiechają się, flinkują i niby miło rozmawiają, a za plecami obrobią Ci cztery litery tak, że do głowy by Ci nie przyszło. A jednak.
    Na początku byłam zachwycona. Piękny kraj, ludzie uprzejmi i pomocni. Po kilku latach norweska dyskusja na temat "Polacy są słabo zintegrowani" zakrawa mi na gigantyczną hipokryzję.

    Aka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wszędzie, ludzie są zapewne różni.
      Przyznasz chyba jednak, że chamstwa, nieuczciwości, kolesiostwa to wśród Norwegów jak na lekarstwo.
      Dzieci, z którymi mam do czynienia zawodowo wiedzą, że nie jestem Norweżką. I widzę, że to bardziej je intryguje niż zniechęca do mnie.
      A że dorośli dyskutują o nieudanych próbach integracji? Zawsze można przełączyć radio/tv na inny kanał. Albo popatrzeć za okno.
      Mnie tu dobrze. A gdyby coś się w tej kwestii zmieniło, to będzie czas na kolejną zmianę.
      Pozdrawiam:)

      Usuń