M podsyła mi link. Norweski zespół, może słyszałaś? Tak, słyszałam. What does the fox say - piosenka żart i poważne lub mniej poważne rozmowy na jej temat. Media dostrzegają nieoczekiwany międzynarodowy sukces klipu i, co za tym idzie, wykonawców piosenki. Oglądam ten klip i myślę: Skąd ja znam tych gości? No i już wiem! To bracia Ylvisåker prowadzący popularny tolkshow I kveld med Ylvis (TVNorge, wtorek, czwartek, 21:30).
Mały E - największy wśród skrzatów elegant: koszula, sweter w serek, kapelusik i ciemne okulary. To ten sam E, który na moich oczach stawiał pierwsze kroki. Teraz robi za przedszkolnego dżentelmena. Podchodzi do mnie na podwórku, zadziera głowę i mówi: Ve du ka? E he slutta med tuten! O e ve ka reven sei me! (Wiesz co? Skończyłem ze smoczkiem! I wiem też, co mówi lis!)
Taka kruszyna, a już wie, co mówi lis! To się nazywa siła medialnego rażenia!
***
Mały E mówi dialektem:
Ve du ka? E he slutta med tuten! O e ve ka reven sei me!
Ta sama wypowiedź w "książkowym" bokmålu (jakiego nauczysz się np. na kursie):
Vet du hva? Jeg har sluttet med smokken! Og jeg vet hva reven sier også!
Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa
brattvaag
KIM JEST RENIFEROWA?
Mieszkam na wyspie. Bywa, że woda leje się z nieba, deszcz pada poziomo, a wiatr chce urwać głowę. Ale gdy wyjdzie słońce, woda w fiordzie zaczyna mienić się kolorami, czas staje w miejscu. Tu w pełni czuję, że JESTEM. W Norwegii bywałam wcześniej jako turystka, od jesieni 2011 tu jest mój dom.
Na blogu piszę o godnych odwiedzenia zakątkach Norwegii - także tych mniej znanych. Blog to także skrawki naszego emigracyjnego życia. To zapiski przede wszystkim dla naszych dzieci. Ale nie tylko.
Zapraszam!
Reniferowa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norweskie dialekty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norweskie dialekty. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 września 2013
sobota, 8 grudnia 2012
(120) Trondheim - katedra, wikingowie i oszczędność słowa
Najsłynniejsza norweska katedra - Nidarosdomen. Chłodne mury, półmrok, surowe wnętrza. Przewodniczka opowiada o założycielu Trondheim - Olafie Tryggvasonie. Mówi o jego dzieciństwie - bardzo skróconym dzieciństwie. Widzę go, gdy jako chłopiec dołącza do grupy wikingów, by siać spustoszenie na Bałtyku. Podekscytowany i żądny przygód. Ma wtedy dwanaście lat, tyle co współczesny szóstoklasista. Co przeżył na tej łodzi? Czy miał poczucie, że to, co robi, jest ważne i konieczne? Ilu towarzyszy wyprawy skończyło w morskich otchłaniach. Czy się bał i współczuł choć trochę ofiarom, czy raczej był najzwyklejszym rzezimieszkiem? Widok łodzi wikingów wywołuje uśmiech na twarzy turysty. To szansa na kolejne piękne zdjęcia z wyprawy do Norwegii. Tym, którzy taki statek zobaczyli na wodzie wieki temu, wcale nie było do śmiechu.
Słucham ze zdumieniem o kobietach - wikingach. Myślałam, że brutalnie zmuszane przez wikingów do uległości, siedziały cicho jak mysz pod miotłą. Okazuje się, że cieszyły się one sporą niezależnością. Mogły między innymi zadecydować o rozstaniu z mężem i ta decyzja była dla męża wiążąca.
Kolejna ciekawa opowieść - o królu Olafie II. Światły człowiek, przeciwnik niewolnictwa i panoszenia się arystokratów. Jego zbyt nowoczesne jak na XI wiek poglądy nie podobają się opozycji. Król za swoje nieszablonowe podejście do rządzenia zostaje srogo ukarany. Wygnany z kraju podejmuje próby odzyskania tronu. Bezskutecznie. Dopiero po śmierci Olafa liczni jego przeciwnicy nagle zaczynają dostrzegać w zmarłym królu wielkiego człowieka, a nawet świętego.
Znamy takie historie z naszego polskiego podwórka.
Śmierć dodaje splendoru - bardziej lub mniej zasłużonego.
***
Trøndersk - to dialekt, jakim posługują się mieszkańcy Trondheim. Okazuje się, że im dalej na północ, tym oszczędniejsi są Norwegowie w słowa. Stąd w trøndersk mnóstwo skróconych form wyrazów. Taka ekonomia językowa, dążenie do ograniczenia energii - trzeba ją przecież zużyć w bardziej korzystny dla organizmu sposób. Norweski zwrot: Kjenner du? (wtrącenie - jak nasze "wiesz?", "rozumiesz?") skracane bywa w Trondheim do "kje", wymawianego "szje" albo "czje" albo...jak kto chce. Bo oni tu naprawdę czasem mówią, jak im się podoba i jak im wygodniej. I dopóki się nawzajem rozumieją, wszystko gra. Gorzej (i czasem śmieszniej) mają takie nieboraki jak my. Chcemy się znów wybrać kiedyś na północ, zdecydowanie dalej niż do Trondheim. I planujemy dogadywać się po norwesku.
Może to być ciekawe doświadczenie.
Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa
sobota, 17 listopada 2012
(109) Pogadać jak Norweg z Norwegiem
Norwegowie używają dwóch oficjalnych odmian języka. Bardziej popularny jest bokmål, mniej nynorsk. Bokmål to znorwegizowana wersja języka duńskiego, pamiątka po czasach unii z Danią. Nynorsk z kolei to powrót do korzeni, do języka przodków. Ci, którzy nie mieli potrzeby albo możliwości, by uczyć się pisać, bokmåla nie znali wcale. Twórca języka nynorsk Ivar Aasen pochodził z Ørsta, wsi położonej około 70 kilometrów na południe od naszej wyspy. Szybko stracił rodziców. Jako młody chłopiec zaczął samodzielną naukę czytania i pisania. Mimo że był typowym molem książkowym, podobno w czasach dzieciństwa spędzał w szkole nie więcej niż dziesięć dni w roku. Ten zapalony do książek samouk w wieku osiemnastu lat dostał posadę nauczyciela. Ale to nie czytelnicze zacięcie sprawiło, że Ivar stał się legendą dla Norwegów. Norwegowie zawdzięczają mu bowiem stworzenie języka nynorsk. Języka, który jest wypadkową wielu norweskich dialektów. Języka bliskiego żywej mowie, a więc bliższego życiu.
Języka nynorsk używa obecnie około piętnastu procent Norwegów. I my trafiliśmy w okolicę, gdzie panuje nynorsk. Mowa oczywiście o używaniu języka w piśmie. Bowiem tu jest sprawą powszechną (przynajmniej na naszym terenie), że ludzie używają innego języka pisanego - na przykład w sytuacjach oficjalnych - a innym mówią. Bo mnóstwo Norwegów mówi dialektem. Mówi się, że ile wsi, miast i osad, tyle dialektów. Åslaug zażartuje, że język, którego uczy się na kursach – bokmål - to taki klasserommsdialekt, czyli dialekt szkolnej klasy. Bo poza szkołą język jest inny - żywszy, bogatszy, barwniejszy. Życie faktycznie dowodzi, że trudno spotkać Norwega, który mówi czystym bokmålem lub czystym nynorskiem. Ludzie przemieszczają się, z nimi wędrują ich dialekty. I często język oficjalny miesza się z jakąś regionalną odmianą. Jak dziecko ma ojca z Ålesund, a matkę z Bergen, to bardzo prawdopodobne, że będzie po ålesundsku mówić "E hete Kari å e kjem fra Ålesund", co w bokmålu wygląda tak: "Jeg heter Kari og jeg kommer fra Ålesund". Do tego po bergeńsku będzie wymawiać tzw. języczkowe "r" (po norwesku nazywa się to skarring).
Przed wyjazdem do Norwegii uczyłam się języka norweskiego w Polsce. Oczywiście najpopularniejszej jego odmiany. Gdy w końcu dotarłam tu z książkowym bokmålem w głowie, załamywało mnie, że tak mało rozumiem z tego, co mówią ludzie w autobusie, sklepie, na przystanku. Z niektórych rozmów wyłapywałam tylko pojedyncze słowa. Teraz jest lepiej. Zawdzięczam to w dużej mierze telewizji i radiu. Już mnie nie dziwi, że rozmowa trzech osób toczona jest jednocześnie w trzech różnych dialektach. I raczej nie powoduje to nieporozumień. A ja słucham, słucham, słucham. I już przestaję się dziwić. Francuzi mają niezliczona ilość win i serów, Norwegowie ukochali dialekty.
Jeśli dopiero przyjechaliście do Norwegii i macie podobne odczucia, to chce was zapewnić, że z czasem zaczniecie nie tylko rozumieć coraz więcej, ale też coraz częściej rozróżniać, kto jakim dialektem mówi. Gdy kiedyś trafiła do nas do szkoły nauczycielka mówiąca gardłowo, z charakterystycznym "r" języczkowym, od razu pomyślałam, że musi pochodzić z Bergen. I nie pomyliłam się.
***
Zima, śnieg smaga zmęczoną podróżą twarz. Mężczyzna ze sfatygowaną torbą pełną notatek dociera do kolejnej wsi. Grzeje zmarznięte dłonie przy ogniu. Wyciąga kajet, pióro. Mości się wygodnie. Przygląda się ludziom, słucha ich rozmów. I notuje. Niektóre wyrazy podkreśla dwiema liniami. Chłonie każde słowo. Wiele z nich znajdzie miejsce w tworzonym przez niego systemie słów - systemie, który bliski będzie i zrozumiały wszystkim tym napotkanym po drodze ludziom. Jak ogarnąć ten ogrom lokalnych dialektów, jak znaleźć wspólny mianownik i stworzyć język bazujący na tym, co je łączy? Podobno odwiedził dwieście czterdzieści cztery gminy. W czasach, gdy nie było samochodów, tuneli, promów, a utwardzona droga była luksusem. Do tego zmagać się musiał z licznym gronem przeciwników, którzy w nowym języku widzieli konkurencję dla powszechnie wtedy panującego bokmåla. Udało się. Nynorsk, który Norwegowie zawdzięczają Ivarovi Aasenowi, to jeden z obecnie obowiązujących języków w Norwegii.
I choć nam - emigrantom - dołożył Ivar pracy (uczę się, uczę języka i końca nie widać), to chylę czoła przed jego niewybrażalną, benedyktyńską pracą.
Na mapce poniżej trasy, które przemierzył Ivar Aasen.
Źródło mapki: http://www.spel.aasentunet.no/reiser/Kart/index.html
Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa
Języka nynorsk używa obecnie około piętnastu procent Norwegów. I my trafiliśmy w okolicę, gdzie panuje nynorsk. Mowa oczywiście o używaniu języka w piśmie. Bowiem tu jest sprawą powszechną (przynajmniej na naszym terenie), że ludzie używają innego języka pisanego - na przykład w sytuacjach oficjalnych - a innym mówią. Bo mnóstwo Norwegów mówi dialektem. Mówi się, że ile wsi, miast i osad, tyle dialektów. Åslaug zażartuje, że język, którego uczy się na kursach – bokmål - to taki klasserommsdialekt, czyli dialekt szkolnej klasy. Bo poza szkołą język jest inny - żywszy, bogatszy, barwniejszy. Życie faktycznie dowodzi, że trudno spotkać Norwega, który mówi czystym bokmålem lub czystym nynorskiem. Ludzie przemieszczają się, z nimi wędrują ich dialekty. I często język oficjalny miesza się z jakąś regionalną odmianą. Jak dziecko ma ojca z Ålesund, a matkę z Bergen, to bardzo prawdopodobne, że będzie po ålesundsku mówić "E hete Kari å e kjem fra Ålesund", co w bokmålu wygląda tak: "Jeg heter Kari og jeg kommer fra Ålesund". Do tego po bergeńsku będzie wymawiać tzw. języczkowe "r" (po norwesku nazywa się to skarring).
Przed wyjazdem do Norwegii uczyłam się języka norweskiego w Polsce. Oczywiście najpopularniejszej jego odmiany. Gdy w końcu dotarłam tu z książkowym bokmålem w głowie, załamywało mnie, że tak mało rozumiem z tego, co mówią ludzie w autobusie, sklepie, na przystanku. Z niektórych rozmów wyłapywałam tylko pojedyncze słowa. Teraz jest lepiej. Zawdzięczam to w dużej mierze telewizji i radiu. Już mnie nie dziwi, że rozmowa trzech osób toczona jest jednocześnie w trzech różnych dialektach. I raczej nie powoduje to nieporozumień. A ja słucham, słucham, słucham. I już przestaję się dziwić. Francuzi mają niezliczona ilość win i serów, Norwegowie ukochali dialekty.
Jeśli dopiero przyjechaliście do Norwegii i macie podobne odczucia, to chce was zapewnić, że z czasem zaczniecie nie tylko rozumieć coraz więcej, ale też coraz częściej rozróżniać, kto jakim dialektem mówi. Gdy kiedyś trafiła do nas do szkoły nauczycielka mówiąca gardłowo, z charakterystycznym "r" języczkowym, od razu pomyślałam, że musi pochodzić z Bergen. I nie pomyliłam się.
***
Zima, śnieg smaga zmęczoną podróżą twarz. Mężczyzna ze sfatygowaną torbą pełną notatek dociera do kolejnej wsi. Grzeje zmarznięte dłonie przy ogniu. Wyciąga kajet, pióro. Mości się wygodnie. Przygląda się ludziom, słucha ich rozmów. I notuje. Niektóre wyrazy podkreśla dwiema liniami. Chłonie każde słowo. Wiele z nich znajdzie miejsce w tworzonym przez niego systemie słów - systemie, który bliski będzie i zrozumiały wszystkim tym napotkanym po drodze ludziom. Jak ogarnąć ten ogrom lokalnych dialektów, jak znaleźć wspólny mianownik i stworzyć język bazujący na tym, co je łączy? Podobno odwiedził dwieście czterdzieści cztery gminy. W czasach, gdy nie było samochodów, tuneli, promów, a utwardzona droga była luksusem. Do tego zmagać się musiał z licznym gronem przeciwników, którzy w nowym języku widzieli konkurencję dla powszechnie wtedy panującego bokmåla. Udało się. Nynorsk, który Norwegowie zawdzięczają Ivarovi Aasenowi, to jeden z obecnie obowiązujących języków w Norwegii.
I choć nam - emigrantom - dołożył Ivar pracy (uczę się, uczę języka i końca nie widać), to chylę czoła przed jego niewybrażalną, benedyktyńską pracą.
Na mapce poniżej trasy, które przemierzył Ivar Aasen.
Źródło mapki: http://www.spel.aasentunet.no/reiser/Kart/index.html
Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)
