brattvaag

brattvaag

KIM JEST RENIFEROWA?

Mieszkam na wyspie. Bywa, że woda leje się z nieba, deszcz pada poziomo, a wiatr chce urwać głowę. Ale gdy wyjdzie słońce, woda w fiordzie zaczyna mienić się kolorami, czas staje w miejscu. Tu w pełni czuję, że JESTEM. W Norwegii bywałam wcześniej jako turystka, od jesieni 2011 tu jest mój dom.

Na blogu piszę o godnych odwiedzenia zakątkach Norwegii - także tych mniej znanych. Blog to także skrawki naszego emigracyjnego życia. To zapiski przede wszystkim dla naszych dzieci. Ale nie tylko.

Zapraszam!

Reniferowa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geiranger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geiranger. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2017

(244) Smutny obrazek z Geiranger

Źródło: smp.no


Wczoraj na fiordzie Geiranger (Geirangerfjorden), w poblizu Wodospadu Siedmiu Sióstr (De Syv Søstrene) wystąpiło osuwisko kamieni. Świadkowie twierdzą, że nic go nie zapowiadało. Nagle usłyszeli głośne huki dochodzące ze zbocza góry, u podnóża której leży fiord. Chwilę później duże masy sklane runęły do fiordu. W naszym regionalnym radiu ostrzega się turystów, którzy planują wycieczki łodziami czy kajakami po fiordzie, by płynęli w rozsądnej odległości od skalnych ścian.

Wydarzenie od razu budzi skojarzenia z dramatem, jaki miał miejsce na tym fiordzie w kwietniu 1934, gdy wielkie osuwisko spowodowało falę, która pochłonęła czterdzieści istnień. Do tej historii wrócili twórcy filmu "Bølgen", o którym pisałam kiedyś na blogu. Warto przypomnieć, że naukowcy pewni są, że kiedyś dojdzie do kolejnego takiego kataklizmu. To tylko kwestia czasu.

TUTAJ LINK do artykułu w Sunnørsposten, w którym zamieszczono film uwieczniający wczorajsze osuwisko.


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

poniedziałek, 23 września 2013

(178) Tak sobie wyobrażam Kielce, czyli kolejny polski akcent w Geiranger (lato 2013)

Czekamy na prom z Geiranger do Hellesylt. Przed nami rejs po tym ponoć najpiękniejszym fiordzie, perle norweskiej natury. Kto się do nas wybiera, może brać za pewnik, że tę drogę przemierzy. Teraz są z nami O i M. Gdy byliśmy tu po raz pierwszy przed kilku laty, fiord zdawał się ponury, przytłaczający. Deszcz walący bezlitośnie po twarzy, wiatr szarpiący nas za ubrania i dotkliwe zimno. Teraz, w to sierpniowe popołudnie, cieszymy się ze słonecznej pogody bardziej niż z wygranej na loterii. Podczas ubiegłorocznego rejsu po Geirangerfjorden, wypatrzyliśmy turystę dzierżącego w ręce reklamówkę z Biedronki (LINK). Dziś kolejny polski akcent.
W kolejce do promu obok naszego auta stoi autobus z Kielc. Mnie oczywiście od razu przypomina się Piwnica pod Baranami i Witkacowski obraz Kielc, więc nucę pod nosem: Tak sobie wyobrażam Kielce. Znam jedną świetną dziewczynę z Kielc, która na pewno zaręczy, że Witkacego wyobrażenie o jej rodzinnym mieście to stek bzdur. Czyż nie tak, Grażko?
Powstrzymywana przez Renifera, nie ulegam pokusie i nie wybieram się podyskutować z rodakami. A nawet gdybym się wybrała, to z rozmowy nici. Z autobusu zaczynają się bowiem wyłaniać pasażerowie, o których na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że nie są Polakami. Ba! Oni nie są na pewno Europejczykami!
Ot, zagadka.

Czekam w napięciu na następną wyprawę do Geiranger. O kolejnych polskich akcentach na pewno doniosę.




Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

poniedziałek, 17 września 2012

(93) A w dole Geiranger



Gdy zbliżasz się do Geiranger, możesz spojrzeć na to położone w dole bajkowe miasteczko z jednej z kilku platform widokowych.
Norwegowie szczególnie dbają o to, aby architektura wbudowana była w naturę. Gdy spoglądasz na otaczającą cię szczyty, fiordy, półki skalne z poziomu takiej platformy, masz nieodparte wrażenie, że jesteś częścią tego magicznego świata. Zacierają się granice między tym, co naturalne i tym, co stworzył człowiek. Swoista symbioza.
Na mnie największe, jak dotąd, wrażenie zrobiły platformy widokowe na Trollstigen i te, z których widać leżące w dole Geiranger.








W Norwegii realizowany jest projekt Narodowych Szlaków Turystycznych. Będzie zatem przybywać takich miejsc, które dostęp do pięknej norweskiej przyrody uczynią łatwiejszym.


***

Byłam dziś na pierwszej próbie chóru. Poznałam ciekawych ludzi. I nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania. Jak sprawa nabierze bardziej konkretnych kształtów, to coś tu skrobnę szerzej - wyśpiewam całą prawdę;)



Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

niedziela, 16 września 2012

(92) Promem przez Geirangerfjorden (lipiec 2012)




Fiord Geiranger (Geirangerfjorden) to jedna z najczęściej pojawiających się na pocztówkach wizytówka Norwegii. Od 2005 wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W najgłębszych miejscach osiąga głębokość 600 metrów, a otaczające go wzniesienia pną się ponad półtora kilometra w górę. Wzdłuż fiordu kursuje prom wycieczkowy. Trasa, którą prom pokonuje w niecałą godzinę, wiedzie z Hellesylt do malowniczej wioski Geiranger.

***

W 2007 roku odbyliśmy pierwszą rodzinną wyprawę po Geirangerfjorden. Szczelnie zapakowani w przeciwdeszczowe kurtki, w strugach deszczu i przy dość silnym wietrze płynęliśmy wzdłuż fiordu. Jakże złowieszcze, ponure i niebezpieczne wydawało się wtedy to miejsce.
Gdy mijaliśmy rozsiane po drodze, niemal zawieszone na skałach pojedyncze domostwa, trudno było uwierzyć, że kiedyś mieszkali tam ludzie. Część z nich, aby móc kontaktować się ze światem, musiała korzystać z łodzi, które czekały kilkaset metrów poniżej domostwa, na wodach fiordu. Aby zejść z takiej wysokości, trzeba zręczności i siły. Jak radzili sobie starcy? Co działo się z nimi w przypadku choroby, porodu, pożaru? Historie o dzieciach przywiązywanych do palików w celu zabezpieczenia przed upadkiem ze skały to nie sensacyjne opowiastki na potrzeby turystów ale fakt.
Trudno uwierzyć, że ostatni mieszkańcy opuścili to miejsce w latach sześćdziesiątych XX wieku.


***

W tym roku aura była dla nas bardziej łaskawa: piękny, słoneczny dzień, lekki wietrzyk, idealna widoczność. W drodze do Hellesylt przeżyliśmy ekstremalny podjazd Drogą Trolli (LINK), co było równie emocjonujące, jak przeprawa promem po spokojnych tym razem wodach fiordu.

***

Startujemy. Z głośników płyną informacje powtarzane w wielu językach (m.in. norweskim, angielskim, rosyjskim, francuskim, niemieckim, japońskim). Aktywność turystów faluje od jednej do kolejnej informacji. Siedząca koło nas dość żywiołowa grupa Japończyków milknie tylko na czas, gdy z głośnika rozlega się jakieś ichnie ja-ko-ta-ko. Ale nam to nie przeszkadza. Wcale!
Po przeciwnych stronach fiordu spływają wysokie na ponad czerysta metrów wodospady. Z jednej strony Siedem Sióstr (De syv søstrene), z drugiej Zalotnik (Friaren). Legenda głosi, że ów zalotnik po odtrąceniu przez każdą z sióstr znalazł pocieszenie w butelce. Podobno, jeśli przyjrzeć się bliżej, widać, że skała, z której wypływa ten wodospad, przypomona kształtem butelkę.



















Małym polskim akcentem na promie była biedronkowa torba, z którą nie rozstawał się jeden z turystów.



Na koniec mała rada. Po zaparkowaniu samochodu na promie warto jak najszybciej wejść na górny pokład i zająć miejsce siedzące.


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

sobota, 14 stycznia 2012

"Bølgen" - pierwszy norweski film katastroficzny

Źródło: Sunnmørsposten


Norwescy filmowcy planują nakręcenie pierwszego norweskiego filmu katastroficznego zatytułowanego "Bølgen" czyli po polsku "Fala". Ma on opowiadać o tsunami, które zrównuje z ziemią Geiranger.
Okazuje się, że taka wizja przyszłości tego zakątka jest wiece prawdopodobna. Norwegia przeżyła bowiem w przeszłości tsunami. W nocy z 7 na 8 kwietnia 1934 roku mieszkańcy okolic Tafjorden przeżyli dramat. Wielki blok kamienny oderwał się od wzniesienia nad fiordem i wpadł do wody. Spowodowało to wystąpienie wielkich fal, które zniszczyły wybrzeże wokół fiordu. Zginęło czterdzieści osób.
Historia może się powtórzyć. Jak czytam w norweskiej prasie, to że się powtórzy jest niemal pewne, pytaniem jest tylko: kiedy? Otóż w okolicach Strandy pęka wzniesienie znajdujące się nad fiordem Sunnylvsfjorden. Przewiduje się, że osuwisko spowoduje falę, która zagrozi osadom: Tafjord, Hellesylt i Geiranger. Geiranger to jedna z największych norweskich atrakcji turystycznych. Miejsce jest pod stałą kontrolą specjalnych służb. Niby mieszkańcy tych okolic mogą spać spokojnie, ale paskudna jest sama świadomość ewentualnego zagrożenia.
Spokojni Norwegowie chyba nie przeżywają tego tak, jak my - słowiańskie dusze. W razie czego przeniosą się w inne piękne miejsce.
Takich przecież tutaj nie brakuje.

***
Oppdatering z 3 września 2015:
Film doczekał się realizacji. Ma reprezentować Norwegię w walce o Oskara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Napisałam o tym tu LINK.

Pozdrawiam!
Ha det bra!
Reniferowa