brattvaag

brattvaag

KIM JEST RENIFEROWA?

Mieszkam na wyspie. Bywa, że woda leje się z nieba, deszcz pada poziomo, a wiatr chce urwać głowę. Ale gdy wyjdzie słońce, woda w fiordzie zaczyna mienić się kolorami, czas staje w miejscu. Tu w pełni czuję, że JESTEM. W Norwegii bywałam wcześniej jako turystka, od jesieni 2011 tu jest mój dom.

Na blogu piszę o godnych odwiedzenia zakątkach Norwegii - także tych mniej znanych. Blog to także skrawki naszego emigracyjnego życia. To zapiski przede wszystkim dla naszych dzieci. Ale nie tylko.

Zapraszam!

Reniferowa

niedziela, 22 października 2017

(269) Godøya



Z okien widzimy między innymi wyspę Godøya. Wyspę tę łączą z resztą gminy dwa tunele. Wkrótce rozpocznie się ich remont. Na ten czas uruchomiona będzie przeprawa promowa, Jeśli będziemy chcieli wybrać się na plażę w Alnes, trzeba będzie przeprawić się promem. Liczni turyści cruiserów, które zatrzymują się w Ålesund też będą musieli do wyspy dopłynąć promem. Moje koleżanki z pracy z jednej strony cieszą się na pięknie wyremontowane tunele, a z drugiej ubolewają, bo wiadomo, jak to z promem bywa. Wiatr mocniej powieje i prom odwołany. Mamy nadzieję, że remont potrwa krótko.
Zatem niedługo będziemy wypatrywać białej sylwetki promu sunącej między naszymi wyspami.


***

Cały weekend w domu. Sił brakło na długie spacery, za to było wylegiwanie się na tarasie. Przed nami ostatni tydzień października. I ponoć ostatnie dwa bezdeszczowe dni. Potem chmury, deszcz i wiatr. Dopiero tu w Norwegii zrozumiałam, jakim dobrodziejstwem jest słońce. Dobrze, że choć za oceanem słonecznie. Buzie do słońca, Kochani!

Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

piątek, 20 października 2017

(268) Jabłka, jabłuszka

W Polsce lato zaczynało sie od papierówek. A potem słodkie malinówki, kwaśnawe kosztele, żółte renety i goldeny. Jak tato stawiał w chłodnej sypialni skrzynkę malinówek, to pachniało na cały dom. I tornister jabłkiem pachniał. I czasem rękawiczka, do której się jabłko włożyło, by się w drodze do szkoły nie obiło. Ach polskie jabłka, malinowy smak dzieciństwa!
Pamiętam, jak Renifer po raz pierwszy opowiedział mi o norweskich jabłkach, a było to z dziesięć lat temu, a może i dawniej, to trochę się zdziwiłam. Czyżby jakieś jabłka mogły dorównać polskim? A kilka lat później sama się przekonałam, że owszem, jabłka z krainy fiordów są nie tylko dobre, one są wyśmienite! Problem w tym, że sezon na nie jest krótki, bo trwa od września do grudnia. A niektóre gatunki, jak na przykład discsovery, są dostępne tylko przez dwa miesiące.
Ale nie narzekam, bo moimi faworytami są jabłka gravenstein, a te można kupować aż do grudnia.

A jak się kupi gravenstain, które rosły w Hardanger, to to dopiero jest rarytas!



Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

poniedziałek, 16 października 2017

(267) Wrzosy



We wrześniu rozpoczął się sezon polowania na jelenie. Mąż koleżanki jest myśliwym, a jej kilkuletni syn wie, jakie hobby ma tata. Mały dowiedział się, że jelenie odżywiają się między innymi wrzosem. No to wyharatał z ogródka przydomowego cały wrzos i przetransportował go na skraj pobliskiego lasu. I czekał na jelenia. Koleżanka, gdy zobaczyła przeorany ogródek nie wiedziała, czy się złościć, czy chwalić małego za pomysłowość.
A ja, ilekroć patrzę na wrzos, wspominam nasze z dziećmi łazikowanie po Norwegii. Pierwsze wspólne wakacje, gdy Ulstein było naszą bazą wypadową. Wyprawa za wyprawą. Nogi otarte do krwi, ubłocone buty, jedzenie rokładane na kamieniach. I my rozłożeni na kamieniach, gdy sił brakło. Pierwsze wędkowanie. Jazda serpentynami na Trollstigen naszą wysłużoną audiczką i moje okrzyki na każdym zakręcie. I smród gumy z umęczonych hamowaniem opon.

I wrzos, którym ktoś kochany ozdobił swój kapelusz.


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

piątek, 13 października 2017

(266) Mannen, czyli góra, co spędza z oczu sen

Foto www.nve.no


Gmina Rauma (Rauma kommune) leży w Møre og Romsdal. Jest ona co jakiś czas na ustach wielu Norwegów. A to za sprawą góry Mannen połozonej niecałe kilkanaście kilometrów na południe od Åndalsnes. Góra mierzy 1294 metry i jest jednym z kilku obiektów wysokiego ryzyka. To tu w nieokreślonej bliżej przyszłości dojdzie do wielkiego osuwiska, które porwie część tej góry zwaną Veslemannen. Szacuje się, że runie sto milionów metrów sześciennych kamieni. Spowoduje to wyłączenie z ruchu sporej części drogi E 136. Ale najwiekszym problemem jest jest fakt, że na terenie zagrożonym położone są domy i gospodarstwa rolne. Ruchy góry są od 2009 roku ścisle monitorowane. Kilka razy cała Norwegia obserwowała w napięciu całodniowe relacje spod góry, bo lawina miała nadejść tuż, tuż. W 2014 przesunięcie wzrastało o kilka centymetrów dziennie, a ostatnio, w październiku 2017 roku wynosiło 20 cm dziennie. Już była nadzieja, że góra w końcu runie, ale znów się wyciszyła, jakby swym bezruchem chciała dokuczyć zmęczonym tym spektaklem widzom. Próbowano pompować w szczeliny wodę pod duzym ciśnieniem. I to nie pomogło. Kilka razy ewakuowano mieszkańców zagrożonych terenów. Zastanawiam się, jak długo można życ w takim napięciu. Ewakuacja, gdy góra zaczyna pracować i powrót do domu, gdy sie uspokaja. Sprzedać domów nie mogą, bo kto to teraz kupi? A o odszkodowanie mogą się starac dopiero po katakliźmie.

Taki niezbyt optymistyczny wpis dzisiaj, w piątek trzynastego.

Miewamy czasem nad głową takie niewidoczne góry, na których runięcię czekamy. A odsuwanie w czasie lawiny tylko niepotrzebnie potęguje strach. Zatem co ma runąć, niech runie. A życie niech toczy sie dalej.

***

Pada, leje, zacina, po plecach smaga. Słońca ani widu, ani słychu. Wytaplałam się dziś w błocie.
Teraz spokojny wieczór w domu, a przed nami weekend!!!

Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

wtorek, 26 września 2017

(265) Dobry dzień

Poranek na tarasie


Działam na baterie. Słoneczne.

Dziękować tylko Opatrzności za tak piękny, pełen słońca finisz wrzesnia. Chłodny poranek, krótka chwilka na tarasie przed wyjściem do pracy i niebo, które od rana zdawało się mówić: Szukać cienia dziś będziesz, oj będziesz.

Z leżącej nieopodal stoczni w Kleven dotarła dobra wiadomość. Znany norweski przedsiębiorca, potentat hotelowy Petter Stordalen zdecydował się zainwestować w tę firmę. Była ona w niezłych tarapatach. Doszło do tego, że pracownicy, chcąc ratować upadającą stocznię, udzielili jej pożyczki. Ale gdyby nie pomoc Stordala, kiepsko mogło się to wszystko zakończyć.
W ubiegłym tygodniu ogłoszono bankructwo firmy Moods of Norway. Jakoś trudno uwierzyć, że kończy się historia odważnych chłopców ze Strynu, twórców lubianej odzieżowej marki, której symbolem był różowy traktor. Marzę nieśmiało, że nagle znajdzie się i tu jakiś wybawca.

NTB (Norsk Telegrambyrå) czyli centralna agencja informacyjna zaliczyła dziś nie lada wpadkę. Około południa obwieściła bowiem, że zmarł król Norwegii Harald V. Po kilku minutach poinformowano, że... nastąpiła pomyłka. Króla Haralda darzę ogromnym szacunkiem i chciałabym, by kolejna informacja o Jego śmierci okazała się także pomyłką.

***

No i jeszcze coś, co sprawiło, że dzień był naprawdę dobry. Nasze dzieci mają dziś jubileusz. Świętują daleko od nas, ale ja mam to szczęście, że już wkrótce będę mogła się do nich przytulić.




Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

(264) Cruisery w Ålesund

Sunnmørsposten opublikowało dzis listę cruiserów, które zapowiedziały swą wizytę w Ålesund w 2018 roku. Będzie ich 176.

LINK do listy TUTAJ.


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

czwartek, 31 sierpnia 2017

(263) Emigranckie dylematy

11 września odbędą się w Norwegii wybory parlamanterne (Stortingsvalget). Oddać głoś może wyłącznie osoba legitymująca się obywatelstwem norweskim. My, choć dawno osiedliliśmy się pod norweskim niebem i czujemy, że wyspa to nasz kawałek ziemi, prawa głosu nie mamy. Mogliśmy za to głosować w wyborach gminnych (Kommunvalget), bo wystarczy być zameldowanym w Norwegii przez trzy lata, by mieć taką możliwość. I oczywiście głosowaliśmy.
Aby otrzymać norweskie obywatelstwo, należy mieszkać w Norwegii co najmniej siedem lat i mieć udokumentowaną znajomość języka norweskiego. Jest jeszcze jeden warunek. Należy zrzec się własnego obywatelstwa. Bo Norwegia jest jedynym skandynawskim krajem, który nie umożliwia posiadania podwójnego obywatelstwa.
I tu dochodzi do klasycznego starcia serca z rozsądkiem.
Rozsądek podpowiada racjonalnie, że gdybym zrzekła się obywatelstwa polskiego, nadal byłabym Polką, czyli osobą narodowości polskiej. I przyjęcie norweskiego obywatelstwa nigdy tego nie zmieni. A obywatelką norweską czuję się od dawna. Tu kupiliśmy swój własny dach nad głową, tu pracujemy, płacimy podatki. Ale serce oburza się na rozsądek. Bo jak można w ogóle mieć jakieś wątpliwości w tej sprawie! Toż to byłaby zdrada!
I co robić?

Być może los podsunie inne rozwiązanie. W sieci pojawiła się strona o zobowązującej nazwie Kan du love? (Czy możesz obiecać?). Można tu zadac pytanie w ważnej dla nas sprawie, a politycy reprezentujący rózne partie odpowiadają, podpisując się imieniem i nazwiskiem. Skorzystałam z możliwości. Zapytałam o to, czy mogę oczekiwać, że Norwegia umożliwi posiadanie podwójnego obywatelstwa. I mi odpowiedzieli. Jeśli politycy nie mijają się z prawdą, to będzie po problemie. Oby jak najszybciej. Bo w tych wyborach głosowac nie mogę, ale w następnych bardzo bym chciała.

Tu LINK do strony Kan du love?


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

poniedziałek, 24 lipca 2017

(262) Moldejazz 2017 za nami



Moldejazz no niemal najstarszy europejski festiwal jazzowy. Starszy od niego jest tylko nasz polski Jazz Jamboree.
Od 1961 zjeżdżają latem do Molde muzycy jazzowi z całego świata. Uchodzi on za najważniejsze jazzowe święto Norwegii. Gwiazd może mu z pewnością pozazdrościć festiwal jazzowy organizowany w Oslo. Największymi gwiazdami tegorocznego festiwalu Moldejazz byli Herbie Hancock i Pat Metheny. W tym roku spędzilismy w Molde dwa dni. Pogoda dopisała. Wyjazd zdecydowanie udany! Molde to klimatyczne miasto z centrum położonym malowniczo na fiordem Moldefjorden. Gdy płyniesz do Molde promem z Vestnes, mijasz całą południową stornę miasta z górującym nad innymi budynkami hotelem Scandic Seilet. Z daleka wygląda on faktycznie jak wielki żagiel (norw. seil, seilet - żagiel). A po drugiej stronie fiordu majestatyczne Alpy Romsdalskie (Romsdalsalpene). Nie wszystkim mieszkańcom podobał sie pomysł wybudowania takiego kolosalnego hotelu, jednak okazało sie, że z czasem stał sie on jedną z większych atrakcji miasta. Z hotelem sąsiaduje Bjørnsonshuset - centrum kulturalne miasta z dużą salą koncertową. To tu odbył się koncert Pata, na którym bylismy w piątek.
Każdy dzień festiwalu otwiera parada, a potem na festiwalowych gości czekają koncerty odbywające się w kilku lokalizacjach. Idąc od przystani promu wystarczy wejść na ulicę Storgata i stąd mijać kolejno wszystkie kolejne miejsca, w którch odbywają się koncerty. Droga jest zamknięta dla ruchu samochodowego. Mnóstwo kafejek, restauracji kusi zapachami. Po drodze kilka punktów oferujących bilety na koncerty i festiwalowe koszulki. I kwiaty, mnóstwo kwiatów. My na miejsce odpoczynku wybraliśmy niewielki park położony w pobliżu posterunku policji. Tu było pusto, zacisznie, no i Renifer mógł się schować przed słońcem. Bo dla niego 25 stopni to upał nie do zniesienia:) Budynek posterunku rozbawił nas. A raczej napis na nim. Czcionka, której użyto przypomina mi tę, którą stosowaliśmy w szkole, drukując dyplomy.

Z wszystkich zespołów, których słuchaliśmy, największe wrażenie (poza Patem, oczywiście!), zrobił na mnie Nattmaskin, a zwłaszcza Pål Austnes na saksofonie.

Festiwal trwał sześć dni. Dla nas tylko dwa dni, ale pewnie w przyszłym roku zafundujemy sobie dłuższy podbyt w Molde.
Mamy takie stare zdjęcie. Renifer i ja pod plakatem z koncertu Pata w 1985 roku w Hali Ludowej. To zdjęcie wisiało na szafie w akademiku Renifera. Do Wrocławia Pat wrócił po 31 latach, by w 2016 roku zagrać znów w Hali, którą wiatr historii przemianował na Halę Stulecia. A za kilka miesięcy, w listopadzie zagra ponownie we Wrocławiu, tym razem w Narodowym Forum Muzyki. Może będziemy tam i my, kto wie?









































Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

piątek, 21 lipca 2017

(261) Pat Metheny na Moldejazz 2017

Pat Metheny & Trondheim Jazzorkester, Molde 21.07.2017
Foto: Thomas Rasmus Skaug, "Romsdals Budstikke"


Pat Metheny na scenie, a my w czwartym rzędzie. Bilety kupiliśmy w styczniu i przez te pół roku cieszyliśmy się na TEN koncert. Pat Metheny zagrał na Moldejazz 2017 trzy koncerty, wszystkie z norweskimi muzykami. W ostatnim z nich towarzyszyła mu Trondheim Jazzorkester (Trondheim Jazz Orchestra). W trakcie fetiwalu Modejazz byliśmy na koncertach kilku innych wykonawców, ale ten dzisiejszy przyćmił wszystkie pozostałe.
Po raz pierwszy Pat odwiedził Molde w 1974 roku jako nieznany dziewiętnastolatek, by potem wracać tu kilkakrotnie jako jeden z najwiekszych wirtuozów gitary. Jest chyba w nim coś ze skandynawskiego ducha i spokojne, pieknie położone Molde to idealnie pasujące do niego miejse. Bo w natłoku wspólczesnych gwiazd pozujących do zdjęć na ściankach Pat Metheny jest perłą, która nie potrzebuje tandetnej oprawy.
T -shirt w paski, burza włosów na głowie, gitara i łagodny usmiech. I w tej skromności ukryty geniusz.

Słów brakuje, by podsumować ten dzisiejszy koncert.
Powiedzieć Pat, you made my day! byłoby za mało.
Mówię zatem Pat, you made my year!


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

czwartek, 6 lipca 2017

(260) Ptasia naiwność


Mamy sąsiadów w słusznym, a nawet bardzo słusznym wieku. Nasz pies bywa rozpieszczany przez nich suszoną rybą. Gdy potem leży przy sofie i przez sen wydaje dziwne dźwięki, domyślam się, że w śnie wzdycha do tej rybki, co ją właśnie zjadł. Sąsiedzi fundują też czasem ucztę mewom. Resztki ryby z obiadu i mewy w siódmym niebie. Zdarza się to coraz rzadziej. A mewy, zdezorientowane, zaglądają do nich niemal codziennie. Taka mewia naiwność i wiara w to, że to, co jest, będzie zawsze.

***

Ponoć w Europie obrączkuje się co roku około 3,8 miliona ptaków. Jeśli uda ci się odczytać oznaczenie na obrączce możesz to zgłosić i tym sposobem przyczynisz się do tworzenia bazy zawierającej między innymi informacje o migracjach ptaków i długości ich życia.
W Norwegii zaobrączkowane ptaki można zgłaszać tutaj: http://www.ringmerking.no/cr/

***

Kończy się ciepły, słoneczny dzień. Niemal cały spędziłam na tarasie. Słońce i książka. Złapałam, ile się dało. Bo od jutra o słońcu możemy tylko pomarzyć. Gdy przed laty uczyłam sie języka norweskiego w Polsce, mój nauczyciel opowiadał, że Norwegowie codziennie, a nawet kilka razy dziennie sprawdzają prognozę pogody. Uśmiechałam sie tylko na te jego słowa, bo trudno było jakoś dać temu wiarę. Jak zwykle życie dokonało weryfikacji, bo w tym, co mówił, nie było nawet odrobinę przesady!



Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa